Wiadomości wstępne
- Autor
- Olga Tokarczuk
- Gatunek
- Opowiadanie
- Czas akcji
- Grudzień 1981 roku: przeddzień wprowadzenia stanu wojennego i jego pierwsze dni.
- Miejsce akcji
- Warszawa: osiedle bloków, ulice, sklepy, bar, mieszkania i okolice ambasady brytyjskiej; na początku także podróż z Londynu.
Pigułka wiedzy
Brytyjski psycholog, profesor Andrews, przyjeżdża do Warszawy, aby popularyzować reprezentowaną przez siebie szkołę psychologiczną. Po wprowadzeniu stanu wojennego traci kontakt z opiekującą się nim Gosią i zostaje sam w mieście, którego języka, zwyczajów i sytuacji politycznej nie rozumie. Niedziałające telefony, wojsko na ulicach i trudności ze zdobyciem jedzenia sprawiają, że wykształcony, pewny siebie człowiek staje się bezradny i zaczyna wątpić we własną ocenę rzeczywistości. Pomoc przypadkowo spotkanego Polaka pozwala mu dotrzeć pod ambasadę brytyjską. Opowiadanie pokazuje stan wojenny oczami cudzoziemca, a zarazem doświadczenie samotności, utraty kontroli i potrzeby ludzkiej życzliwości.
Geneza
Utwór znalazł się w wydanym w 2001 roku zbiorze Gra na wielu bębenkach. Tokarczuk wraca w nim do wydarzeń grudnia 1981 roku, pokazując je z perspektywy przybysza z Wielkiej Brytanii. Historycznym tłem jest stan wojenny, czyli nadzwyczajny stan wiążący się z ograniczeniem praw i swobód obywatelskich, wprowadzony w Polsce 13 grudnia 1981 roku przez władze komunistyczne.
Bohaterowie
Profesor Andrews
Brytyjski psycholog i wykładowca. Reprezentuje szkołę psychologiczną, która wywodzi się z psychoanalizy, ale wypracowała własne założenia. Psychoanaliza to kierunek badający między innymi wpływ nieświadomych pragnień i konfliktów na życie psychiczne. Andrews wierzy w znaczenie snów, intuicji i obserwacji własnych emocji. Przyjeżdża przekonany o wartości przekazywanej wiedzy i gotowy objaśniać innym działanie ludzkiej psychiki.
Nie zna polskiego ani miejscowych realiów. Doświadcza alienacji, czyli poczucia wyobcowania: jest wśród ludzi, ale nie umie uczestniczyć w ich życiu ani zrozumieć ich zachowań. Samotność, głód, zimno i niemożność porozumienia się stopniowo odbierają mu pewność siebie. Jego przemiana polega na przejściu od roli samodzielnego nauczyciela do sytuacji człowieka zależnego od pomocy innych. Wiedza zawodowa nie wystarcza mu do poradzenia sobie z własnym lękiem.
Gosia
Polka opiekująca się profesorem podczas przyjazdu; w tekście jej imię zapisywane jest jako „Gosha”. Odbiera go z lotniska, przedstawia plan pobytu, pomaga szukać zaginionego bagażu i pokazuje mieszkanie. Od następnego dnia profesor nie ma z nią kontaktu. Przyczyna jej nieobecności nie zostaje wyjaśniona.
Narzeczony Gosi
Brodaty mężczyzna w okularach, który uczestniczy w powitalnej kolacji i towarzyszy Gosi podczas odprowadzania profesora. Nie mówi po angielsku. Wieczorem rozmawia przez telefon w mieszkaniu Andrewsa; następnego dnia ten sam aparat już nie działa.
Streszczenie właściwe
Podróż do Polski i sen o wronie
Profesor Andrews leci z Londynu do Warszawy, aby przedstawić Polakom założenia swojej szkoły psychologicznej. Zabiera książki i ciepłe rzeczy, ponieważ ostrzeżono go przed grudniową pogodą. Liczy na zainteresowanie słuchaczy, których uważa za inteligentnych. Jest przekonany, że autorytet założyciela reprezentowanej przez niego szkoły pomoże przekonać ich do jej teorii.
W samolocie wspomina sen z nocy poprzedzającej wyjazd. Bawił się w nim z dużą czarną wroną jak ze szczeniakiem. Ponieważ w jego szkole psychologicznej wrona oznacza dobrą zmianę, profesor traktuje sen jako pomyślną zapowiedź podróży.
Czytelnik znający historię Polski może połączyć wronę ze skrótem WRON – Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego, nazwą wojskowego organu władzy powołanego wraz z wprowadzeniem stanu wojennego, potocznie nazywanego „Wroną”. To skojarzenie tworzy ironię: optymistyczne oczekiwania profesora nie łączy się z groźnym znaczeniem, jakie znak zyskuje w polskich realiach. Bohater tego skojarzenia nie zna.
Powitanie, zaginiony bagaż i mieszkanie
W sobotę, w przeddzień wprowadzenia stanu wojennego, Andrewsa odbiera z warszawskiego lotniska Gosia. W samochodzie przedstawia program pobytu: spotkania ze studentami i specjalistami, wywiad oraz warsztaty. Zaplanowano także wyjazdy poza Warszawę. Profesor ma wrócić do Anglii po zakończeniu wizyty.
Podczas jazdy Andrews orientuje się, że brakuje jego torby z książkami, materiałami i bielizną. Powrót na lotnisko niczego nie wyjaśnia. Gosia obiecuje ponownie zająć się sprawą następnego dnia.
Wieczorem je przyjemną kolację z Gosią i jej narzeczonym. Rozpoznaje barszcz, o którym często mówił jego dziadek urodzony w Łodzi. Potem trafia do przygotowanej dla niego niewielkiej kawalerki na najwyższym piętrze bloku. Gospodarze wizyty umawiają się z nim na następny dzień i wychodzą. Zmęczony podróżą oraz alkoholem profesor zasypia. W nocy słyszy hałasy na klatce schodowej, ale nie wie, co się dzieje.
Niedziela: milczący telefon i czołg pod oknem
Andrews budzi się późno. Myje się, znajduje resztkę kawy i czeka na Gosię. Dziewczyna nie przychodzi ani nie telefonuje. Za oknem widać podobne do siebie szare bloki, a na ulicy stoi czołg. Profesor nie potrafi wyjaśnić obecności wojska i zaczyna się niepokoić.
Próbuje zadzwonić do Gosi, a potem do Anglii. W słuchawce nie ma sygnału. Uznaje, że telefon się zepsuł, choć pamięta, że poprzedniego wieczoru korzystał z niego narzeczony przewodniczki – traktuje to jak zwykłą awarię.
Wychodzi poszukać innego telefonu, ale znaleziony automat wymaga monet, których nie ma. Szukanie miejsca, gdzie można rozmienić banknoty, oddala go od domu. Kiedy chce wrócić, odkrywa, że nie pamięta adresu i nie umie rozpoznać swojego bloku. Nie wie też, jak poprosić przechodniów o pomoc.
Pierwszy powrót i utrata pewności siebie
Po zapadnięciu zmroku profesor ponownie dostrzega czołg. Widok żołnierzy go przeraża, ale pojazd pozwala rozpoznać okolicę widzianą wcześniej z okna. Dzięki temu Andrews odnajduje mieszkanie.
Wypada właśnie pora zaplanowanego wykładu. Bohater nie wie, co stało się ze spotkaniem i jego organizatorami. Zastanawia się, czy przeżywa niezwykły stan świadomości albo sen. Próbuje tłumaczyć sytuację pojęciami znanymi ze swojej pracy, ale nie odzyskuje w ten sposób kontroli. Z produktów znalezionych w lodówce przygotowuje posiłek i pije przywieziony alkohol.
Profesor doświadcza absurdu, czyli pozornej nielogiczności zdarzeń i rozpadu znanych reguł. Działający wcześniej telefon milczy, przewodniczka znika, a zwykłe wyjście z domu kończy się wielogodzinnym błądzeniem.
Poszukiwanie ambasady, bar i autobus
Następnego ranka telefon nadal nie działa. Profesor postanawia kupić plan miasta, odnaleźć ambasadę brytyjską i zdobyć jedzenie. Wychodzi z mieszkania. Na ulicach widzi wozy opancerzone, a próba porozumienia się z przechodniem kończy się niepowodzeniem. Idzie na wyczucie i znowu błądzi.
Trafia do baru. Pokazuje gestem, że chce jeść, i dostaje zupę oraz kluski, które mu nie smakują. Wstydzi się, że musi pokazywać gestami, o co prosi.
Próbuje wrócić autobusem, jednak pojazd jedzie w niespodziewanym kierunku. Andrews obawia się także, że za jazdę bez skasowanego biletu może trafić do więzienia. Profesor wysiada i wraca pieszo. Po drodze zauważa dobrze zaopatrzony sklep, ale nie może wejść do środka, ponieważ jest zamknięty.
Kolejki, karpie i kupiona choinka
Kolejnego dnia Andrews znajduje otwarty sklep z niewielkim wyborem towarów. Kupuje między innymi butelkę z przezroczystym płynem, który bierze za alkohol. Gdy pojawia się dostawa chleba, ustawia się w kolejce i otrzymuje bochenek. Nie spieszy się do pustego mieszkania: mimo niemożności rozmowy potrzebuje obecności ludzi.
Obserwuje sprzedaż karpi. Słyszy powtarzane pytanie „Żywą czy na miejscu?”: sprzedawczynie pytają, czy klient chce zabrać żywą rybę, czy zabić ją od razu. Dla profesora scena przypomina niezrozumiały obrzęd. Bezwiednie staje w kolejce, ale widok patrolu wyrywa go z tego stanu. Nie kupuje ryby.
Kupuje natomiast choinkę. Niosąc drzewko tak jak inni mieszkańcy, przez chwilę czuje się częścią otoczenia. Sprzedaż karpi i choinek wiąże się z przygotowaniami do Bożego Narodzenia. Sposób sprzedaży żywych karpi ujawnia barierę kulturową: Andrews nie rozumie zachowań, które dla miejscowych należą do świątecznych zwyczajów.
Ta drobna radość szybko znika. W mieszkaniu otwiera zakupioną butelkę i odkrywa, że zawiera ocet. To kolejny dowód, że nie rozumie świata wokół siebie. Zaczyna nawet podejrzewać zaburzenie własnego postrzegania.
Gościna u nieznajomych
Andrews uznaje, że musi działać. Pakuje rzeczy i opuszcza mieszkanie z zamiarem dotarcia do ambasady. Przed blokiem spotyka mężczyznę odgarniającego śnieg. Pod wpływem emocji opowiada mu po angielsku o wszystkich trudnościach, mimo że rozmówca nie rozumie większości słów.
Nieznajomy zaprasza profesora do domu. Częstuje go herbatą i wódką, a jego żona podaje gorącą kiełbasę. Andrews zaczyna mówić o swojej pracy, lecz przypomina sobie o ambasadzie i powtarza jej angielską nazwę. Gospodarz odpowiada „war”, czyli „wojna”, oraz naśladuje strzelanie. Tak po angielsku próbuje nazwać stan wojenny.
Ryba w wannie i zakończenie pod ambasadą
W łazience gospodarzy profesor zauważa żywą rybę pływającą w wannie. Czytelnik może odczytać tę sytuację jako spotkanie dwóch istot wyrwanych ze zwykłego otoczenia i niezdolnych do porozumienia się z ludźmi. Profesor długo patrzy w oko ryby. Czuje jednocześnie lęk i szczęście; spotkanie wydaje mu się pełne sensu, a zarazem absurdalne.
Zaniepokojony gospodarz otwiera drzwi. Andrews przytula się do niego i płacze.
Obaj jadą taksówką. Żegnając pomocnego Polaka, profesor nieporadnie powtarza zasłyszane pytanie o rybę. Mężczyzna odpowiada: „Żywą”. W kontekście wcześniejszych scen czytelnik może odczytać tę odpowiedź jako opowiedzenie się po stronie życia i ocalenia. Opowiadanie kończy się pod bramą ambasady brytyjskiej.
Motywy
Motywy do tej lektury są w przygotowaniu.